19 lutego 2010

Dokładność w polskim wykonaniu może zabić, a na pewno ogłupić

Ostatnimi czasy mam okazję odnowić swoją znajomość języka angielskiego i to z pomocą native speaker's (pominę tłumaczenie, bo reklamy robią to zdecydowanie lepiej). Choć wcale nie w Anglii, jakoś od wysp jednak staram się trzymać z dala, może to ta ich pogoda, a może inne jakoweś powody. Tak czy inaczej po 17 godzinach podróży znalazłem się w Kanadzie. Podróż taka sama w sobie jest wyzwaniem. Sam czas lotów to ponad 11 godzin + przesiadka + odprawy + odbiór bagażu + rozmowa z celnikiem.. jednym słowem istny cyrk na kółkach, lub raczej na skrzydłach:) Co ciekawe w informacji LOT znajdziemy, że lot z Warszawy do Toronto trwa 8 i pół godziny do około 9 i pół godziny w zależności od kierunku. Jasnym jest mam nadzieję ten fakt i jego przyczyna, ale można by pomyśleć, że nawet beingowi się nie chciało wracać do polski. Przyznać musi każdy, że różnica pomiędzy 9 godzinami lotu, a 14 godzinną "przeprawą" pomiędzy lotniskami jest dość spora. Niedokładność w podanej informacji jak na mój gust potrafi wyprowadzić z równowagi (a wiem, że znane są też przypadki śmiertelne).
     Całym szczęściem miałem okazję lecieć tym samym samolotem co Polska reprezentacja na igrzyska zimowe, więc może to dzięki temu, wszystko poszło na prawdę dość miło. Siedziałem akurat obok sportowców i miałem okazję i przyjemność porozmawiać z kilkoma z nich. Media krzyczą jak to się niezbyt Kanadyjczykom udały te igrzyska i że ofiary śmiertelne, ale przecież igrzyska to igrzyska. Ja wiem jedno... nikt nic nie wspomniał na temat tego jak to nasi zawodnicy byli przygotowani do tych zawodów. Słyszałem, że p. Kowalczyk ma 70 kompletów nart i w ogóle... blablabla. Zapewniam, że wszyscy nasi biatloniści razem wzięci tylu nart nie mieli co ona jedna. Kiedy rozmawiałem z jedną z biatlonistek (w samolocie siedziała obok) usłyszałem, że nawet stroje jakie dostali były za duże i o zgrozo poradzono im "odciąć nogawki jak są za długie !!!" (nie powiem kto to powiedział). Tak to u nas jest, ale w telewizji wszyscy o p.Kowalczyk i Adasiu nadają. Szacunek się im należy za ich osiągnięcia, ale z drugiej strony wszyscy ci sportowcy startują w tych samych igrzyskach, reprezentują ten sam kraj i zapewniam, że równie mocno się starają jeśli nawet nie bardziej od tych medalowych. Czyżby nie zasługiwali na to, żeby choć godziwie ich wyposażyć? Cóż niedokładność w tym przypadku już zaczyna być bardziej irytującą, prawda? Może i nie dotyczy nas samych, ale i śmieszną też już nie jest. Ja na miejscu tych którzy mieli sobie obciąć rękawy i nogawki tak właśnie bym zrobił i z takimi fruwającymi frędzlami bym wystąpił, ale dziewczynom było głupio, więc... szyły rękawy i nogawki, sobie i kolegom.
      Kto to wie, może to jednak i dobrze? ...bo nie zmarzły zbytnio, a tu zimno dość. Wiatry tu takie zimne, że u nas w kraju nie miałem okazji się z takimi spotkać. Sporo czytam, bo generalnie wychodzić to się nie chce. Zabytków nie ma, bo kraj to młody (chwilami, aż głupio, bo ja starszy jestem od niektórych tutejszych miast.) Oczywiście są zabytki przyrody i mam zamiar kilka obejrzeć... ale o tym później. Wracając do tematu zimno jest na dworze, więc czytam i szperam po sieci i pech chciał, że natknąłem się na przekłady “Hamleta” którego to napisał William Shakespeare. (natknąłem się tu)
Przyznam, że tłumacze mają trudną misję przekazania tego co autor chciał powiedzieć, jednak podejmując się takiego wyzwania powinni starać się zrobić to rzetelnie. Sam coś niecoś o tym wiem, bo wielokrotnie podejmowałem się tłumaczeń (włącznie z tłumaczeniami symultanicznymi) i doskonale wiem jak trudne jest to czasem zadanie. Jednak nie ma co przesadzać. Tłumaczenie słowa mówionego, a tekstów ma jedną zasadniczą różnicę. Tłumacz książki ma zdecydowanie więcej czasu i może pozwolić sobie na dokładność i pietyzm. Niestety w naszym kraju hołubi się ba..łwanów w każdej z dziedzin. Mniej ważnym jest co kto umie, ale kogo zna i jakim papierkiem może się pochwalić. Oto przykład tych przekładów który poniżej w wielkim skrócie omówię
William Shakespeare "Hamlet" (Akt V, scena 2)

Oryginał
HAMLET
O, I die, Horatio;
The potent poison quite o'er-crows my spirit:
I cannot live to hear the news from England;
Stanisław Barańczak
HAMLET
Horacjo, umieram.
Moc tej trucizny mroczy moje zmysły.
Już nie posłyszę wiadomości z Anglii,
Józef Paszkowski
HAMLET
Żegnam cię, Horacy;
Potęga jadu mroczy zmysły moje.
Już się angielskich posłow nie doczekam!
Maciej Słomczyński
HAMLET
O Horatio,
Umieram. Moc tej trucizny zagłusza
Już duszę moją, nie dożyję wieści
Z Anglii, lecz wróżę, że wybór tu padnie
Władysław Tarnawski
HAMLET
Och, Horacjo, konam,
Trucizny moc odnosi nad mym duchem
Zwycięstwo. Nie dożyję wieści z Anglii,

     Błędy tłumaczenia tego fragmentu łatwo zauważyć nawet przeciętnemu znawcy języka angielskiego . Każdy, ale to każdy z tych przekładów jest w jakimś stopniu niewłaściwy. Jeśli nie są to rażące błędy w tłumaczeniach pojedynczych słów (!!) to znaleźć można błędy w rozmieszczeniu słów pomiędzy wersami. Przecież gdyby Szekspir chciał napisać coś o zmysłach to zapewne użyłby odpowiedniego słowa, a użył konkretnego i wyjątkowo oczywistego (od wieków!!) SPIRIT – duch (w znaczeniu ludzkiej duszy) (tu jest tłumaczenie w słowa spirit jako dowód) Cóż się jednak dziwić panom tłumaczom co poniektórym, bo błędy potrafią robić jeszcze ciekawsze. Oto kolejny przykład. Jeden z podręczników do nauki języka angielskiego posiada ciekawostkę lingwistyczną. Otóż naucza on, że "Jesteś sympatyczny – You are sympathetic" (tu ten sam słownik i tłumaczenie słowa sympatyczny)
Przyznam, że nawet spotkałem się z tym słowem kiedyś na rozmowie o pracę. Pewna pani testując moją znajomość języka angielskiego powiedziała mi: “you are very sympathetic, but unfortunately your english is not good enough” (od razu pomyślałem, że chciała chyba powiedzieć: “Jesteś “sympatyczny”, ale niestety twoja znajomość angielskiego jest nie wystarczająca”) Miałem wtedy problem ze zrozumieniem intencji w tym zdaniu, przez wzgląd na jego logiczny ciąg, jak i słowo sympathetic (pathetic – żałosny), które później znalazłem w słowniku. Długo wtedy się zastanawiałem, jak ktoś z jej wykształceniem może popełniać takie błędy. Chyba, że owa Pani miała na myśli właśnie "pathetic", bo tak wtedy sam o sobie myślałem. Dzięki wizycie tutaj odnalazłem odpowiedź na moje pytanie. Ten podręcznik leży tu na półce w polskiej księgarni. Szkoda tylko, że abym mógł dostrzec te wszystkie niedokładności musiałem przebyć tak daleką drogę.
Wszelkie nasze polskie niedokładności są takie sym... phatetic.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz